Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 20 grudnia 2011

Koło.

Na ulicy panował gwar, ogromne poruszenie, tłum gapiów. Wzdłuz balustrady toczyło sie koło od wozu. Bylo słychać rzężenie umierającego zwierzęcia. Padł strzał. Koń już nie parskał. W oddali zawyły syreny. Policjant staral się odsunąc przedchodniów. Mały chłopiec patrzyl ze schodów swojego domu na całe to zamieszanie. Poczul nagle, że cos sie w jego życiu zmieniło, pierwszy raz mógł sam zadecydować o swoim życiu. Chciał odnaleźć Urszulę, która co niedziela bawiła się z nim przed kościołem. Nie wiedział kim ona jest ale kochał ja bardzo. coś mu mówiło, że jest mu niezmiernie bliska. Myśli jego zmąciła nadjeżdżająca karetka. Lekarz, sanitariusze niosący nosze. Postać leżąca na noszach i krew, wszędzie pełno krwi...
Co sie tam mogło stać? Czy podejsć? pomyślal Zygmunt i w tym momencie ktoś mocno chwycil go za rękę.
- Biedne dziecko! Musimy poszukać Ci nowej guwernantki! A co Ty tu robisz? Kto Ci pozwolił wyjść z domu?! O matko! To już ta godzina??! Jak ten czas szybko leci! Biedna panna Barbara!
Chaotyczne słowa pani Mortensen ledwo docierały do uszu Zygmunta. Panna Barbara? Nie żyje? I tak jej nie lubił... Nie lubił nikogo, poza Urszulą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz