Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 15 grudnia 2011

Niedziela.

Długo podejmowała decyzję. Nie chciała ubierać tej sukni, jednak nie chciała rownież robić przykrości Kastorowi. W końcu on o niczym nie wiedział, niczemu nie był winien i byl tak mily... Dla niego wszakże była nieznajomą... Idąc pod kościół musi pamiętać, by nie patrzeć w okna posiadłości... Ciekawe czy mały Zygmunt zauważy jej nową suknię?
...
- Ciekawe czy ją wloży na siebie?
- Co takiego?
- No suknię którą jej posłałem... a ... tak przecież Ty nie wiesz co było w środku... Jak myślisz?
- Prawdę mówiąc nie mam pojęcia.
- Jeszcze tylko godzina i się powinna pojawić.
- Ciekawe czy spodoba się chłopcu?
Kastor dumny z siebie uśmiechał się pod nosem. nie opuszczało go jednak zdenerwowanie, bowiem bał się, iż jego prezent może być uznany za złą intencję.
- Jest! Przyszła! Włożyła ją! Czyż nie jest piękna?!
- Zaiste jest piękna, zawsze była...
- Jak to zawsze?
- Słucham? Eeee nic, tak jakoś mi się wypsnęło...
Adam spurpurowiał. Kastor przez chwilę mu się przyglądał ale szybko skierował swój wzrok za okno.
Mały chlopiec biegł co sił, nagle stanął, coś chyba krzyczał i rzucił się kobiecie na szyję.
Radośc Kastora była ogromna, prawie miał ochote postąpić tak samo. Przyglądal się scence i nawet nie zauważyl kiedy Adam oddalił się bezszelestnie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz