Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 4 grudnia 2011

Wielkie okno.

W ciemnym pokoju młody mężczyzna leżąc na wielkim łożu, wsparty na stercie poduszek, spogląda przez okno. Nie może nic innego robić, jest to jego jedyna rozrywka. Leżeć i patrzeć. Pozornie za oknami nie dziej się nic. Ludzie chodzą za swoimi sprawami tam i z powrotem. Od tygodnia nic się nie zmienia. Za oknem widać kawałek placu targowego, boczną bramę kościoła. Pod parkanem ogromnej posiadłości do której należy okno spoglądającego przez nie mężczyzny, co dzień gromadzi się grupa żebraków. Dziś jest niedziela, schodzą się więc w podwójnej ilości. Jakaś kobieta, ubrana całkiem porządnie w niczym nie przypominająca żebraczki staje pomiędzy nimi.
Zwraca to uwagę Kastora, tak bowiem ma na imię leżący w łóżku mężczyzna - bohater naszej opowieści. Kto wybrał mu takie imię, Bóg jeden raczy wiedzieć. Zapewne był to moment natchnienia, błądzący niczym oddech motyla po wielkich korytarzach.
Nagle do kobiety stojącej pośród żebrzących podbiega mały elegancko ubrany chłopiec. Przytula się do niej, siadają na kamiennym ogrodzeniu przy parkanie i czule spoglądając na siebie, zaczynają ożywioną rozmowę. Dzwony kościoła wybijają koniec mszy, chłopiec niechętnie odchodzi, kobieta macha mu, odwraca się idąc w przeciwnym kierunku i płacze...

1 komentarz: