Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 4 grudnia 2011

Tajemnicze spotkania.

Choroba nie przechodzi, nawet nie zmniejszają się dotkliwe objawy. Mija kolejny tydzień. Kastor zaczyna powoli odczuwać niechęć do życia. Myśli jego błądzą pośród możliwości ewentualnego samobójstwa. Jest sam, zupełnie sam. Nikt go nie odwiedza. Bo też nikogo nie ma, prócz wuja, który się nim nigdy nie interesował. Każdego dnia przychodzą niczym roboty pielęgniarka i służba. W ciszy wykonują rytualne czynności związane z jego higieną, posiłkami, podawaniem leków. W CISZY!
- Precz! mam dość waszej litości! Gdybym mógł... gdybym... O Boże!

Myśli, myśli natarczywe, ciągle, bez przerwy.... myśli...

Dzisiaj jest zimny wiatr, na zewnątrz znów zbiera się grupa biedaków, których Kastor obserwuje przez swoje okno. No tak dziś niedziela myśli... może znajdzie się ktoś litościwy, ktoś kto rzuci im marny grosz. Kastor przygląda się żebrzącym, poniekąd zazdroszcząc im "zdrowia". Wtem jego rozmyślania przerywa pojawienie się nieznajomej sprzed tygodnia. Staje ona dokładnie w tym samym miejscu, co poprzednio. Kastor wytęża wzrok, jednak jest zbyt daleko, by dostrzec jakiekolwiek szczegóły. Tak jak zeszłej niedzieli, dziś również pojawia się chłopiec. Biegnie, rzuca się w otwarte kobiece ramiona... Czymś się bawią, śmieją się... Czas tak szybko biegnie...Znów bicie dzwonu kościelnego przerywa spotkanie, czułe pożegnanie i łzy... Kim oni są? Co ich łączy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz