Dzisiejszej nocy kastor długo nie mógł zasnąć. Trudność sprawiało mu przekręcenie się z boku na bok. Nogi jak nigdy zaczęły boleć tak jakby obejmował je ogień. Kastor nie mógł przestać myśleć o kobiecie sprzed parkanu. Coś co zobaczył w jej twarzy nie pozwalało mu oderwać od niej wzroku. Patrzyl w jej oczy i jednocześnie rozsznurowywał jej gorset, by dotykać pięknych krągłych piersi rękoma. Usta całowały jej policzki. Kastor płonął... Mały chłopiec zza kotary patrzył jak Kastor staje się mężczyzną. Zauważył go. Wstyd rozrywał mu policzki, przyrodzenie spodnie. Ból w lędźwiach stawal się nie do wytrzymania. Obudził go jego własny jęk. Mokry, spocony, z oznakami pelnej ekstazy, Kastor zawołał Adama. Już świt... Nowy dzień...
- Tak bardzo bolą mnie nogi. Wezwij proszę lekarza.
- Tak jest mój panie. Zaraz poślę po medyka.
- Ah! I każ słóżkom przebrać mi pościel.
- Według życzenia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz