Tego dnia nic nie zapowiadało deszczu. Jednak na niebie zebrały się ciemne chmury.Kastor wypatrywał przez lornetkę. Gdy nieznajoma zbliżała się, zdążył zauważyć jej szlachetny jasnoskóry profil. Smutnej, przepełnionej nadzieją twarzy. Gdy nagle czarna plama przesłoniła świat. To był parasol, który rozlożyła, bowiem zaczęło padać. Kastor domyślał się, że przez deszcz może nie dojść do spotkania.
- Cholerny deszcz! Cholerna choroba! Cholerny świat! Mam dość! Dość! Niech ktoś coś zrobi, żebym mógł znowu chodzić!
Z każdej strony ogromnej rezydencji odpowiadało mu jedynie echo.
Nikt nie wiedział jak pomóc Kastorowi, jak go leczyć, jak mu ulżyć w cierpieniu. Choroba spadła na niego znienacka i wszyscy liczyli, że w ten sam sposób go opuści. Tak naprawdę nikt w to nie wierzył - nawet on sam...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz